wtorek, 30 stycznia 2018

W temacie jedzenia

Pora obiadowa, o czym pisać, kiedy już w brzuchu burczy a do obiadu jeszcze chwila? Noasuwa się jeden temat. JEDZONKO!



https://smaker.pl/przepis-karkowka-pieczona-w-keczupie-z-cebula,154522,szefowa-kuchni.html

Macie adres przepisu na karkóweczkę pieczoną w warzywach! super przepis! Dla mojego smaku i gustu rodzinki trzeba nieco ,,upikantnić" i dosolić, ale różne są gusta! Robi się szybko,łatwo i przyjemnie!

Dawać tu słońce!

Śniegu już nie ma! Hip hip.... No, chwila wytchnienia od zimy nam się trafiła. Komu jeszcze śnieży, niech sobie popatrzy!


Tak było wczoraj! A dziś? Od nocy WIEJE!  Kropi, pada a nawet pruszy! A ciepło! Lubię ciepełko! Niech tylko ktoś włączy znowu słońce!

wtorek, 23 stycznia 2018

Udany obiad

Nie mam zdjęcia. Od razu piszę. Normalnie nie zrobiłam. Bo i nie było kiedy! Familia do stołu zasiadła i zjadła nie oglądając się na nic. Tym niemniej smaczne to było jak nie wiem. Znalazłam przepis w internecie.  Roladki z indyka nadziewane jarmużem i mozzarellą. Polecam! Dzieciaki jeszcze przed chwilą na temat wczorajszego obiadu  narzekały, że jak zrobię coś  dobrego to zawsze mało! no tak, zazwyczaj jak coś zostanie  ,,na jutro" to nikt jutro nawet nie spojrzy...
Bardzo dawno nie robiłam eksperymentów. Luuubię takie rzeczy! Tzn. eksperymenty.
A Ty lubisz testować nowe przepisy? Co Ci ostatnio przypadło do gustu?

Tutaj możecie podejrzeć przepis:Roladki z indyka

środa, 17 stycznia 2018

Wulkan na deser

Naszło mnie kilka dni temu a zrobiłam wczoraj.  Nazywa się volcano czyli wulkan.Wygląda  o, tak, a smakuje super!



wtorek, 16 stycznia 2018

Zimne wieczory...

Zimne wieczory, mroźne poranki. Tak się wczoraj wkurzyłam, że postawiłam wszystkich obecnych na nogi.Wczoraj to raz, dziś to drugi raz. Zauważyłam, ze dzieci zaczynają wpadać w zimową hibernację. Wstać to jeszcze jak cię mogę, ale po śniadaniu myk z powrotem do łóżka bo się trzeba nagrzać. Do szkoły to już niekoniecznie, podusia kusi, pod kołdrą cieplutko a do przejścia mały , ale kawałeczek jest! 
Odnowiłam przyjaźń osobistą z naszym piecem od CO. Będę tego żałowała do końca dni swoich! Oczywiście honory palacza spadną na mnie! Poranna, jeszcze wcześniejsza niż co dzień pobudka też na mnie. Cóż, pierwsze koty za płoty! Dzieciom pospać nie dałam, bo piec ma tyle wskaźników i przycisków, trudno się rozeznać. W końcu blondynka czasem jestem. Za to  żaden mi już nie stękał, że ziiiiimmmmnooo.... Wystarczyło podgrzać o 1 stopień.


Widać? No, a teraz to juz jest jak w uchu! Po raz pierwszy od wielu dni nie chce mi się ruszać z domu! Mam tylko nadzieję, że odpiorę mój śliczny cieplutki sweterek... Po spotkaniu z sadzą...  Z domyciem rąk problem miałam!

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Zimowa impresja

Myślałam, że to przetrenowanie.. Spoczęłam na laurach. W sensie, że od paru dni nie ćwiczę. Gnaty bolały jak diabli, mięśnie... Ech, ruszyć się było trudno. A po tym katar niemożliwy i nie wiedziałam na jakim świecie żyję...Gardło... prawie nie bolało! Sobie myślałam z kataru mnie męczy. Dopiero jak rozłożyła się połowa znajomych, to się domyśliłam, skąd ta epidemia!  Normalna zaraza ze mnie! 
Przepraszam, kobitki! Ja gorączki nie miałam, bólu gardła też,  a skąd miałam to wiedzieć, ze mi się grypa przykleiła?

piątek, 12 stycznia 2018

Znowu nauka!

Zabrałam się za robótkę. Dłubię i dłubię i jakoś stanęłam w pół drogi... Kurczę, ile się trzeba owkurzać, zanim nauczę się czegoś nowego! Początek był bardzo zachęcający a potem stop. A przecież ta zabawka robi się tak prościutko! Widzę na filmie! Lubię takie męczarnie.
Moje pociechy wybawiły mnie z kłopotu, włączyły horror, zgasiły światło. Cóż, kto ma pilota, ten rządzi! Chi, chi, chi...
Nie wiadomo skąd wziął mi się katar. Na przemian zatyka albo włącza fontannę. To dzień pierwszy. Oj, co to będzie jak ja już mam dość? Rodzina odsuwa się ode mnie w obawie przed epidemią... 
Katar katarem a na dworze wreszcie mróz. Podobno ma być coraz gorzej. W końcu to zima i styczeń. Czemu się dziwić! Tyle że z moim termostatem coś nie tak....Chyba czas pod ciepłą kołderkę!

sobota, 6 stycznia 2018

Znak od wiosny

Moi drodzy, święto Trzech Króli, naród kroczył w orszakach. Ja tym razem z kościoła myk - w inną stronę. Troszkę zdrowie nie dopisało. Po drodze zrobiłam małe odkrycie. W radio mówili, że pierwiosnki gdzieś w Kołobrzegu i ptaki wracają z zimowisk a tu na miejscu też natura głupieje...
Ze 3 lata temu miałam w styczniu kępę kwitnących bratków. A stały tak do lutego! Tyle, że kwitły nieustannie od lata. To cudo natury zakwitło dopiero co, wiosnę poczuło, czy jak?



To dzisiejsze zdjęcie. Mamy 6 grudnia! Czyżby ktoś anulował zimę?

Poniżej następne zdziwienie! Pelargonia mi zakwitła. W ciemnej i zimnej piwnicy!

czwartek, 4 stycznia 2018

Co dzisiaj porabiam?

Mówi się: pierwsze koty za płoty albo, że najtrudniejszy pierwszy krok... Faktycznie, dzień drugi roku normalny nastąpił, bez jakichś fajerwerków. Caałe szczęście! 
Dziś cieszę się znowu życiem i wyplatam dzwoneczki. Coraz ładniej wychodzą. A aniołki robią furorę wśród rodzinki. Dziś dostałam telefon, ze dotarły nietknięte!

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Naaadszeeedłłł....

Witajcie ludeczkowie mili! Jeszcze raz Najlepszego Wam Życzę!  Jak minęła ta szczególna noc?
Co prawda odwołałam, oficjalnie ogłosiłam ale moja pociecha uświadomiła mi, że jak ja się umartwiam, to cały świat nie musi. Konkretnie postawił mnie od ścianą. Że ludzie się bawią i imprezują a u nas nic. Wtedy zdałam sobie sprawę, upiekłam, nagotowałam, ustawiłam. Zajęło raptem 2 godziny, no może ciut dłużej włączając studzenie sernika...
Właściwie to nie był taki zły pomysł. Jak się tak krzątałam, nie było czasu na katastroficzne myśli a i upić się nie było jak... Po tym małym maratonie byłam tak wypruta, że ledwie popróbowałam szampana. Pół ,,buteli" zostało. 
Wiwat, Nowy Rok! Trudno, jak już się rozpanoszył, to niech chociaż dobry dla nas wszystkich będzie!



środa, 27 grudnia 2017

Nastrojowo

U mnie wciąż jeszcze święta. Jakby się kto dziwił - mamy Jana, Świętego Jana! Wiem, bo Dziadziowi Jan było na imię.
Zasadniczo okres Bożego Narodzenia  to jedno nieustające święto aż do Trzech Króli. Najszczęśliwsze są teraz dzieci. Tyle laby! Można spać do południa i mama wieczorem do łóżka nie goni! Śniegu nie ma, to przynajmniej nie trzeba odśnieżać. Zawsze jakiś pozytyw, nie?
Przeszłam dzisiaj przez miasto.  W sklepach pustki. nie ma ludzi, chleba też brak. Chyba nie tylko ja jestem jeszcze z głową w chmurach.
Zasadniczo ta magia świąt jest dość zastanawiająca. Że Bóg się rodzi, to fakt. Ale że cuda się zdarzają? No właśnie, kiedy jak nie teraz? Jedni się godzą, inni nawracają a jeszcze inni mają swoje maleńkie cuda - całus od dzieciaka albo list z życzeniami z dalekiego świata...



A tutaj wciąż śpi Dzieciąteczko....