Dzisiaj mała zagadka...
Co to takiego?
Może mała podpowiedź...
Więc co to jest?
Moje Słodziaki (zresztą już wielkie chłopiska) wiedzą, jak wykorzystać sezon na owoce i warzywa. I przy okazji dobre serce matki.
A to zamarzy im się ciasto z truskawkami albo ze śliwkami... Albo egzotyczna dla mnie musaka czy lutenica... Nawet z poświeceniem pomagają w przygotowaniu danych smakołyków.
Tym razem pomoc ograniczyła się do przyniesienia z sadu jabłek i... Znalezieniu opakowania francuskiego ciasta, o którym już dawno zapomniałam.
Nie było dużo pracy. Obrać , utrzeć, usmażyć i wstawić do piekarnika. A jabłek było bagatela, ze cztery kilo.
Co z tego wyszło sama nie wiem. Spróbuję jutro, może jeszcze dolecę... A widząc ubytki mogę wnioskować, że moim drabom bardzo posmakowało.
Nie jest wybitnie piękne ale z własnych jabłuszek i bez grama cukru! A cukier jest w naszym domu na cenzurowanym!
Podziel się z nami! :)
Takie coś na w miarę równej powierzchni i ja! No! To co z tego wynikło?
Właściwie to się ucieszyłam. Dlaczego? Bo tylko na otarciu kolana i dziurze się skończyło.