Czy czasem macie takie leniwe dni ,, odpoczynku"?
Ja się czuję bardziej zmęczona niż po tygodniu ostrej jazdy. Internety wyczytałam, zero natchnienia.
Jutro już powolny powrót do normalności. Hurra!
Czy czasem macie takie leniwe dni ,, odpoczynku"?
Ja się czuję bardziej zmęczona niż po tygodniu ostrej jazdy. Internety wyczytałam, zero natchnienia.
Jutro już powolny powrót do normalności. Hurra!
Od takich drobiazgów zawsze coś się zaczyna. Listek, kwiatek, gałązka. To była pierwsza gerbera. Jeszcze nie wiedziałam, jaki i czy w ogóle będzie ciąg dalszy..
Pierwsze kwiatki, pierwszy bukiet... Miał być foamiran ale u nas niedostępny, skorzystałam z zamiennika
Myślałam, że już nigdy nie wezmę się za szycie. Maszynę używałam od kilku lat do naszywania łatek na dziurki. I obszywania ręczników a tu masz...
Ktoś, kto nie wie, że jestem już nieaktywna zawodowo poprosił o przysługę... Głupio było bodmówić.
Spędziłam nad tą robótką 2 noce. Jak w przysłowiu. Co robi stara? Szyję i rozpara...
Nie dało się wszystkiego zszyć na maszynie. Giga robótka ale żeby zrobić sobie dostęp trzeba by było rozpruć pół płaszcza..
Jutro prasowanie i kontrola zapięcia. Cała jestem w emocjach, czy się naprawa udała?
To nie tak, że ja sobie siedzę i zachwycam się jesienią. Wzięłam się za szycie i stop. Bez pomocy doświadczonej koleżanki mogę sobie nie poradzić...
Cóż za problem. Wszyć nową podszewkę do rękawów. Do palta, forma z 2 części...
Nie moja dziedzina. To tak, jakby cukiernikowi dać chleb do upieczenia. Pewnie by jakoś upiekł, ale ile musiałby się natrudzić...
No tak, tymczasem mam również codzienne obowiązki... Na przykład robienie zakupów. Żeby je zrobić trzeba wyjść na dwór a tam dziś... Oj wieje, oj, zimno!
Na szczęście zrobiłam kilka zdjęć, gdy jesień jeszcze była złota i piękna jak w dawnym powiedzeniu.
Nawet mżawka wygląda ładnie wczesną jesienią!
Co dziś mamy za oknem, każdy widzi. No, może nie widzi ten, kto mieszka na drugim końcu Polski, świata lub czyta moje słowa w późniejszym terminie.
Więc buro, ponuro. Ogólnie jesień sobie o nas przypomniała. Przyciągnęła zimnicę. A ja tak lubię ciepełko! Jak kot czarownicy...
Troszkę się ogrzeję cieplejszym widokiem.
Ktoś ma chęć na wygrzane w słońcu jabłuszko? A może poluje na kaczki?
A tak w ogóle, to wczoraj snuło się babie lato. To już jesień nam nie odpuści... Brrr...
Ot i się porobiło! Awaria jakąś czy co? Nie ma kontaktu ze znajomymi, brak nowinek że świata. Czuję się prawie jak za króla Ćwieczka.
Chyba się wezmę do roboty bo mąż ogląda film, którego nie chcę po raz setny oglądać. Czyli strasznie drastyczny. Już się we mnie wszystko trzęsie z nerwów a akcja dopiero się zaczyna.
Tymczasem spójrz, jak odchodzi lato...
Dobrze, że robótki na zewnątrz już skończyłam. Jeszcze tylko dosadzić truskawki, rozciągnąć flizelinę, pomalować bramę, zasiać....
O Matko, ile ja mam jeszcze roboty! A już w myślach pławiłam się w lenistwie!
Ale ja nie w sprawie narzekania.
Chcę Ci pokazać, jakie fajne rzeczy zobaczyłam parę dni temu.
Jak dawno nie chodziłam po zamglonej łące...
Jak dawno nie oglądałam rosy na trawie.
Jak dawno nie łapałam babiego lata...
Oglądałam z podziwem, jak powstaje nowy pomnik, świadectwo historii. Mural. I tak mi się wszystko pięknie komponowało. Dziki orzeł, wilk w ukryciu, więzień...
Tak to wygląda w wersji ostatecznej.
Chleby? Znowu?
A właśnie, że nie!
Pokonała nas ta oto kupka drzewa.
Oj ta technika! Nie było to jak dawniej, ,, moja - twoja" o ile znasz taką metodę. Wtedy najwyżej zakwasy.
Za chwilę ruszamy! Drżyj drzewo, zwyciężymy!
Tym oto staromodnym urządzeniem pokonaliśmy bestię!
Tak to teraz wygląda...