U mnie wciąż jeszcze święta. Jakby się kto dziwił - mamy Jana, Świętego Jana! Wiem, bo Dziadziowi Jan było na imię.
Zasadniczo okres Bożego Narodzenia to jedno nieustające święto aż do Trzech Króli. Najszczęśliwsze są teraz dzieci. Tyle laby! Można spać do południa i mama wieczorem do łóżka nie goni! Śniegu nie ma, to przynajmniej nie trzeba odśnieżać. Zawsze jakiś pozytyw, nie?
Przeszłam dzisiaj przez miasto. W sklepach pustki. nie ma ludzi, chleba też brak. Chyba nie tylko ja jestem jeszcze z głową w chmurach.
Zasadniczo ta magia świąt jest dość zastanawiająca. Że Bóg się rodzi, to fakt. Ale że cuda się zdarzają? No właśnie, kiedy jak nie teraz? Jedni się godzą, inni nawracają a jeszcze inni mają swoje maleńkie cuda - całus od dzieciaka albo list z życzeniami z dalekiego świata...
A tutaj wciąż śpi Dzieciąteczko....