Wlazło mi w kości! człowiek się tyle czasu nie ruszał....
Stanie pól dnia w kuchni to już duży wysiłek. Wczoraj przed południem chleba napiekłam, naszykowałam kartofle do obiadu i stop! Gdyby mnie młodzi nie zastąpili to niedzielny obiad mielibyśmy w okolicy kolacji!
Mówi się starość nie radość, a przez tę kwarantannę najbardziej ruchliwa mamuśka musiała osiąść na laurach!
Ograniczenia od dziś nieco ograniczone. Masek naszyłam, będę szyć jeszcze. Jak to się mówi - nowy model!
Dla pań, panów i dzieci. A co!
Moi domownicy używają szytych przeze mnie i nikt nie narzeka! Jak dotąd jeszcze żadna z masek się nie rozpadła podczas prania, nawet ta z fizeliny się trzyma. Wyprane lub wyparzone, wyprasowane... Żaden ś-wirus nie ma szans!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz