Jak dostaliśmy nadmiar sadzonek mój miły stwierdził, ze nie widać pietruszki i tych innych, wiec spokojnie można wsadzić pomidory. Tak też zrobił...
W tak zwanym międzyczasie zubożyliśmy ptasią stołówkę. Oj, pyszne!













Święta minęły mi nad podziw spokojnie. O dziwo, nie zaliczyłam żadnej wpadki. Tym razem działałam w kuchni samiuteńka. A komu by się chciało siedzieć z matką ciemną nocą i szykować np. jaja na śniadanie... Chi, chi, chi...



Postanowiłam, ze nie zmarnuję tej wiosny. Może nie starczy mi czasu na szykowanie świątecznego jedzonka, ale oprawa będzie prima sort!