Pierwszy dzień roku mam już za sobą. Dzień jak co dzień, siedzenie w garach. Czego ja się tak bałam?Wczoraj pod wieczór dopadła mnie jakaś panika... Szybko mi przeszło, jak ustawiłam na stole wszystko, co miałam do ustawienia. Może to wpływ szampana a może taka okoliczność, ze przypomniały mi się dawne Sylwestry. dużo hałasu, tańca i śmiechu...
Jakoś teraz smutno. Nawet imprezy z kumpelą i jej mężem pozostawiały trochę niedosytu. W tym roku śmy się nie spotkali. Trochż wina polityki, trochę inne sprawy...
Jednak jak spojrzałam o północy na te gwiazdy na niebie, jak posłuchałam huku petard to pomyślałam, że się nie udało. Po prostu nie wyszło! Ktoś (?) chciał nas pozbawić tradycji a tymczasem zrobił nam dobrze! Wielkich balów nie było, ale domówki z czystym sumieniem mogliśmy ciągnąć do białego rana! Napić się, wytrzeźwieć i jeszcze napić! Mieliśmy 11 godzin do dyspozycji!✌! A ile było huku! 💥💥💥 Nie od dziś wiadomo, że gros petard wystrzela się z domowych imprez, z własnego podwórka! I co miały dać te zakazy?
Przydałoby się napisać coś sensownego a tu z mężowego sprzętu krzyczy jakaś dyskusja... Dzisiaj! Pierwszego stycznia! Własnych myśli nie słychać, nie mówiąc o sensownym tekście!
Wobec tego raz jeszcze zdrowia i szczęścia w Nowym Roku!
Napisz, jak tobie się udała zabawa sylwestrowa? Gdzie się bawiłeś, bawiłaś?