Właśnie przekonałam się, co dla mnie jest największą motywacją. Nie święta, czyjeś odwiedziny czy gadanie rodziny.
Nie, nie! Ogarnę swoje zbiory tak od oka ale gruntowne porządki tylko gdy zdarzy się wypadek.
Losowy. Np. posieję gdzieś ważny dokument lub kartkę z zamówieniem klientki... O, wtedy robię porządne czystki. Dogrzebuję się do najskrytszych zakątków, segreguję, eliminuję.
Na szczęście rodziny a na złość mnie takie poszukiwania robię regularnie co parę dni. Mąż się złości, że bałagan... A jak ma wyglądać dogłębne grzebanie w stertach niezbędnych do życia staroci, wycinków z gazet, czy ciuchów? Kładłam to przecież w takim miejscu, gdzie powinnam od razu zlokalizować...
Za to jak skończę w domu wszystko ułożone ,,pod linijkę", nic się pod nogami nie przewraca. Zguba wykopana. Oczywiście daje się zlokalizować w zupełnie innym miejscu... Leży sobie na wierzchu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz