Dawno nie było o chlebie a tu mam taaaki okaz! Trzeba się pochwalić!
Wieczorową porą wczoraj do późnej nocy. Piekłam, oczywiście. Poszło ponad półtora kilo mąki i oto on!
Tu macie jeszcze gorący, jeszcze w prodiżu ( tak, tak! Jako formę użyłam właśnie starego prodiża!)
Poniżej dla orientacji na kratce z piekarnika i w towarzystwie szklanki, coby sobie łatwiej jego wielkość wyobrazić.
Zastanawiałam się, jak go będziemy kroili. Udało się!
I zakalca nie ma!
Myślę, ze jeśli starczy na 2 dni, to będę taki piekła regularnie. Oszczędzę trochę prądu a rodzina będzie zadowolona.
Ma to swoje dobre strony że zasadniczo się nudzę. Wczoraj doczyściłam patelnię, którą ,,zapuszczałam" przez kilka lat.
Moja kuchenka strasznie brudzi naczynia. Ślicznie kopci. Garnki szoruję regularnie, na jasnym bardzo widać. Patelnia już emerytka, spisana na straty. Odpuściłam sobie! Na starość doczekała liftingu... A ja starłam paznokcie do żywego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz