piątek, 18 sierpnia 2017

Weż przykład z kota!

O rany, jak ja nie cierpię!  Włażenia z butami do mojego życia po pierwsze a po drugie włażenia do mojego domu bez pukania. Zdarzają się sytuacje, że drzwi zostają otwarte. Dla kaprysu albo dla wpuszczenia świeżego powietrza. Świeżego powietrza powiadam, a nie zapowiadanego lub niezapowiedzianego wędrowca.
Ja gości bardzo lubię. Ba, nawet często kogoś do domu zapraszam. Oczekuję jednak, że ktoś kto przychodzi wyciągnie rękę przed siebie i naciśnie taki mały przeznaczony do tego guziczek. Standardowy, trudno pomylić z czymś innym.
Żebym zdążyła podejść do drzwi aby powitać gościa jak należy albo trywialnie mówiąc wciągnąć majty, gdyż zdarza mi się czasami zmieniać garderobę...
Poddaję pod uwagę osobie o której myślę a także innym osobom, które wchodzą do czyjegoś domu jak do sklepu. 




A żeby jednak troszkę złagodzić ton tego tekstu pokażę mojego milusińskiego. Wierzcie mi, do dzwonka nie sięgnie a do domu nie wlazł nigdy mimo otwartych drzwi...

,,Kawał chłopa" z tego kota ale w takie upały potrafi się rozpłaszczyć na ziemi jak placek... Na zdjęciu obok jego ulubione miejsce.Tak się tam często wyleguje, że aż wytarł dziurę w trawniku!


3 komentarze:

Powierniczka pisze...

Rzeczywiście włażenie bez pukania to chamstwo i nie mówię tylko o mieszkaniu!

Izka pisze...

Co to za kocie czupiradło?

Gosia pisze...

Przybłąkało się takie i się nie chce odchuchać. Właściwie do sąsiadów, ale rezyduje na moim trawniku.