wtorek, 22 sierpnia 2017

Spieprzony sos

Kumpela poleciła mi vloga. Do tej pory rzadko korzystałam z tej formy poznawania świata. Podoba mi się! W szczególności  - nie trzeba dbać o ortografię! Chi, chi, chi...
Co tam ortografia! Tu się nie ukryjesz za słowem pisanym ani za lepszym lub gorszym obrazkiem. Mówisz i się odsłaniasz. Już kiedyś , że 100 lat temu zaglądałam do tej vlogerki. Niewiele się zmieniła. Czas się zatrzymał...  A dla mnie w szczególności. Uświadomiłam sobie, że dziewczyna jest córką mojej bardzo dobrej kumpeli z czasów szkolnych... Jaki ten świat jest mały! Co więcej, pokazała kawałek miasta, nie widzianego przeze mnie od lat.... Akurat wczoraj rozmawiałam z przyjaciółką, co słychać u moich kumpelek a ta dziewczynka dała odpowiedź na wszystkie pytania! Zbieg okoliczności? A może znak, że pora się zatrzymać, wrócić do swoich korzeni...
Niesiona na fali wspomnień szykowałam sos na zimę. I go spieprzyłam! Nie żadne sp.....łam, ale dosłownie i po polsku. Tyle pieprzu i chili, że łza w oku staje.

 

Na szczęście już wiem jak taki ogień ugasić, przecież to tylko baza a dodatki zmienią ją w poezję...
Następna porcja sosu już jutro, wspomnienia - no cóż, one się snują niezależnie od okoliczności!

6 komentarzy:

Powierniczka pisze...

Rzeczywiście taki ostry?

Gosia pisze...

Bywało gorzej!

Izka pisze...

A ja dorobiłam paprykę, za mało octu i mdła wyszła!
:(

Anonimowy pisze...

Sos meksykański w tym roku.

Gosia pisze...

Polecam mój przepis, octu idzie mało a zalewa jak należy!

Gosia pisze...

Ja miałam meksykański rok temu. Znikł na samym początku.