Jeszcze nie jesień, ale lato ma się ku końcowi. W zgodzie z tym co w przyrodzie upiekłam dla Was nie- ciasto. Naprawdę smaczne, choć z ciastem domowym ma wspólne jabłka...
No! Zaczynam!
Jestem szczęśliwą posiadaczką młodej płodnej w tym roku antonówki. Czasem dostaję lekko wczorajsze bułki, co też właśnie miało miejsce. Bułeczek było tak dużo, ze nie dało się wszystkich na raz zagospodarować. Przypomniało mi się, ze kiedyś testowałam przepis z jakiegoś kalendarza. Przepisu już nie mam, ale robota i składniki tak proste, że nawet przy popełnieniu błędu nie da się sknocić czegokolwiek...
Wzięłam się do roboty i wyszło to:
Ciasto - nie - ciasto.
Spód z czerstwawych bułek, na tym jabłuszka... Pyszne! I nie trzeba się przy nim napracować!
2 komentarze:
Zgłodniałam. Choć wolałabym racuszki...
Hej, racuszki też robiłam, ale nie zdążyłam uwiecznić! :) ;-) :-)
Prześlij komentarz