Dziś zagadnienie czysto filozoficzne. zasada szklanki... Pół pusta, czy do połowy pełna?
Wydarzyło się dziś... Rozleciała sie tarcza. W krajzedze, czyli pile elektrycznej.
Kilka zębów się wyłamało i poleciaaaało!
Upadło w miejsce, gdzie zazwyczaj stoję ja a dziś stał mój dzieciak! W tej akurat chwili przeszedł w inne miejsce...
Dla mojego męża strata, wydatek i kłopot. Trzeba kupić nową tarczę i jeszcze raz zabrać się do rżnięcia drzewa....
Dla mnie i dla mojego dzieciaka szczęśliwy traf, bo przy odrobinie przypadku któreś z nas by ucierpiało.
więc czy ta szklanka jest do połowy pełna czy od połowy pusta?
Ps. Z przyczyn niezależnych ode mnie nie mogę pisać pod postem a nawet odpowiedzieć na Twój komentarz, postaram się więc zrobić to w dopisku ....
Nie jesteśmy z Dorcią kuzynkami ale łączą nas wspólne zainteresowania i pasje. W życiu nie tylko więzy krwi decydują, że ktoś czuje się jak rodzina. Jest jeszcze pokrewieństwo duszy, przyjaźń...
A co do mojej nieobecności...Długo byłam odcięta od mediów.Teraz, gdy jestem dyspozycyjna to znowu sprzęt daje mi popalić... Spokojnie, po troszku ogarnę wszystko! :-)
1 komentarz:
Cud A dlaczego nie ma pani na blogu po-rodzinie? i czy w panie jesteście rodziną?
Prześlij komentarz