Mój ślubny kończył inne Oxfordy niż ja. Strzelił focha ale wybrałam się sama. Taka tradycja, absolwenci to absolwenci.
Rozglądałam się dookoła, ale moje koleżanki nie dopisały. Cóż, ich strata. Ja bawiłam się świetnie.
Pozdrawiam wszystkich uczestników i tych, którym się nie chciało.
A tu ja z Panią od warsztatów. Sama wyszukała mnie w tym tłumie, żeby zrobić ze mną zdjęcie.
Fotkę pożyczyłam z Iledzisiaj.

3 komentarze:
A to się wtedy nazywało jakoś inaczej? Znaczy nazwa szkoły była inna? Ładnie wyglądasz!
W końcu się spotkałyście!
Szkoda, że była tylko Pani Zabielska... Tzn. na szczęście chociaż ona!
Prześlij komentarz