Święta minęły mi nad podziw spokojnie. O dziwo, nie zaliczyłam żadnej wpadki. Tym razem działałam w kuchni samiuteńka. A komu by się chciało siedzieć z matką ciemną nocą i szykować np. jaja na śniadanie... Chi, chi, chi...Tak sobie spokojnie, po cichutku i bez stresu popracowałam w sobotę a potem to już samo poszło.
Z tych świątecznych nudów byłam zmęczona bardziej niż po ciężkiej robocie przed Wielkanocą. Koszmar! Z całych świąt najbardziej lubię dzień po. Wtedy jeszcze wysprzątane, żarcia pełna lodówka i można robić co się zechce. I program w telewizji wraca do normy, a nie jakieś retro hity po raz enty!
A Ty lubisz święta, czy Cie męczą tak jak mnie?


















