Ależ nam w nocy pięknie grzmociło! Chyba całą rodzinkę podniosło na nogi! No, oprócz Dużego, bo ten się jeszcze w ogóle nie po łożył!
To, co było po południu to był mały żarcik. Pomyślałam sobie, że burza pogroziła paluszkiem i sobie poszła!
T
Tak to mniej więcej wyglądało, ze strzałami i pomrukami z każdej strony. Poburczało sobie i się właściwie uspokoiło, z oddali dochodziły groźne dźwięki, ale tak jest, gdy burza odchodzi...Tymczasem niebo pokryła gruba warstwa chmur, od horyzontu aż po horyzont i jak nie grzmotnie... A co ja zresztą będę opisywać, jakby ktoś burzy nie widział...
Waliło, dudniło, cichło i wracało... Tak jakby przetoczyły się trzy wielkie burze. Nawet internet się przestraszył i nie działał! Choć to najmniejszy problem, gdy jest burza standardowo wyłączamy wszystkie urządzenia elektryczne.
W końcu sobie poszła i my poszliśmy spać. Nie na długo... Za pół godziny(od mojego zaśnięcia) zaczęło grzmocić, że umarłego by z butów wyrwało! Zasadniczo się burzy nie boję, ale na wszelki wypadek obmyśliłam strategię, czy najpierw ratować rodzinę, czy dokumenty! Z braku dostępu do internetu zajęłam się ogórkami które cierpliwie czkały, aż kupię gorczycę. Nigdy bym nie pomyślała, że to towar deficytowy, a jednak...Więc dzięki burzy mam kilka słoiczków kanapkowych ogóreczków czosnkowo - pieprzowych...Własnie czekają na spróbowanie. Podobno pełnię smaku poznamy po dwu tygodniach.
Tymczasem przedstawię Wam mojego nowego koleżkę, który pomaga mi przetrwać pierońskie upały! Poprzedni, niestety, nie przeżył bliskiego kontaktu z podłogą...
Podejrzałam kiedyś na wsi sposób niezawodny! Żeby było chłodniej w domu NIE OTWIERAĆ OKNA na ogrzaną słońcem stronę! NIE ODSŁANIAĆ OKIEN w które parzy słońce! Najlepsze są okiennice, ale jak nie ma to i zasłonki trochę schłodzą. Wczoraj, jak na dworze wszędzie było pełno żaru nie otwierałam w ogóle, nie odsłaniałam, mieliłam nienagrzane powietrze wiatraczkiem i było mi wreszcie jak w raju!