wtorek, 20 czerwca 2017

Piknikowe impresje

Kto był, ręka w górę! Tak , widziałam Panią, i Panią i także Pana. Nie ma co się wstydzić, że z kijkami! Póki mogłam, też chodziłam. 
Sama co prawda tym razem nie brałam udziłu w marszu ale mocno kibicowałam. Stałam w skwarze, aż słońce ramiona poparzyło. Parasol nie zdał egzaminu, jego noga się w murawę wbić nie dała....
 Bardzo lubię, gdy przewija się wielu ludzi, jedni przychodzą a inni odchodzą. Ani słowa, że czeka mnie ,,odmurzynianie". Było fajnie i już.
Nawet mój mąż przyszedł zobaczyć co się dzieje. Zaciągnęłam  go też do namiotów służby zdrowia. A można się było przebadać .
Nie udały mi się wiele zdjęć, stoiska miały słońce ,,od pleców", kto robi zdjęcia ten wie, że takie ustawienie bardzo szkodzi fotografii... Nie wyszły też zdjęcia ze sceną a było na co patrzeć.Pokazy karate, zumba... Niektórzy ćwiczyli pod sceną razem z instruktorami.

 

 

Oto najważniejszy gość imprezy, Pan Arnold Boczek a właściwie Dariusz Gniatowski. W rzeczywistości jest to  bardzo miły i ciepły człowiek, żadne tam ciepłe kluchy z serialu. Bardzo cierpliwie dawał autografy, rozmawiał z widownią.Mamy nawet jego autograf!














Na piknik przyjechali też niespotykani goście - egzotyczne zwierzęta. Widziałam węża, jaszczury, był też skorpion a szop pracz to nawet zrobił sobie sparerek dookoła całego placu. Oczywiście na smyczy. Jak domowy piesek!











Widzicie te niebieskie kwiatuszki w bukiecie? Tak kwitnie len! Te śliczności kwitną od rana do południa, potem opadają. Następnego dnia kolejne, i tak przez dwa tygodnie. 






A na końcu JA! Z Iledzisiaj! Nawet nie wiem, kiedy zrobione...





2 komentarze: