wtorek, 28 lutego 2017

I się kończy!


Wtorek, ostatni w tym karnawale. Zasadniczo dobry dzień do wyrobu pączków. A będą paczki, będą! Jednak z racji, że na ten temat była mowa w poprzednim poście, dziś tylko o nich wspomnę.
Skoncentruję się raczej na pogodzie i sprawach pośrednio lub bezpośrednio z nią związanych..
Od dwu dni przyświeca nam słońce jak idea przewodnia  w latach mojego dzieciństwa. Podnosi na duchu i motywuje do działania. Co bardziej pracowite gospodynie wzięły się za ogólne porządki a panowie z sekatorami i miotłami wycinają i wymiatają na potęgę. Ja taka nadgorliwa nie jestem. Ja dbam o nowe doniczki. Ja dosadzam. Ja się dokształcam w dziedzinie. No! Najbardziej wyglądam , kiedy mi zakwitną amarylisy i gloksynie. Mam z tamtego roku a i kilka świeżo posadziłam. Nie wiem, co z tego wyniknie. Chyba wszystkie cebule z gloksynii będę sadzić jeszcze raz...
Pan w sklepie dał instrukcję, ja posłuchałam. Czekam i nic. Po konsultacji w drugim sklepie okazało się, że nie wszyscy sprzedawcy są ekspertami w swojej dziedzinie...



Słońce ogólnie nastraja optymistycznie. Rodzi się więcej pomysłów, ba, nawet niektóre nadają się do wprowadzenia w życie! Dzieciaki już się rozgolasiły, podobno pojawiły się nawet krótkie rękawki... Ja tam nie szaleję. Porządna kurtka i szalik to podstawa. Jak by nie było kurtkę mam fajną, szale piękne, milutkie, puchate. Szkoda chować na dnie szafy.Zresztą - przecież luty!
Wczoraj tak się ucieszyłam wiosną, że wieczorem przeżyłam traumę! W domu się wyziębiło! Zamarzłam, zanim zdążyliśmy napalić. Nie pomagał gorący kaloryfer ani spacer szybkim tempem  ni też ciepła woda w basenie. Tak właśnie, do dobrego to się człowiek szybko przyzwyczaja a ja ciepłolubna jestem z natury! Na dziś nauczka, żeby nagrzać w domu, póki jeszcze świeci słońce! 

2 komentarze: