piątek, 4 listopada 2016

Święci świętowali!

Święto Wszystkich Świętych i dzień zaduszny minęły niepostrzeżenie. Tego roku udało się przeżyć je spokojnie, rzec by można w rodzinnej atmosferze. Zimno, ciemno i deszczowo było sobie, na szczęście dziś słoneczko nam zawitało na poprawę humoru. Niestety nie przyniosło wyższej temperatury i tak sobie siedząc zastanawiam się, czy w ogóle ruszać cielsko z domu?
No oczywiście są to rozważania czysto teoretyczne, bo wiadomo, kto w domu nie wysiedzi?
Wczoraj mój Pocieszek był na wycieczce w stolicy. Wstał sam, z samego rana. Nie spóźnił się z wyjściem i sam osobiście zapewnił sobie bezpieczny powrót do domu . 
Brakowało mi tego osobnika, choć nie było go tylko przez parę godzin. Oj, jeszcze tak  niedawno myślałam, kiedy wreszcie to młode towarzystwo mi się usamodzielni a teraz brak mi klasowych dyskotek, szkolnych wycieczek i tego ciągłego ,,niańczenia". I wieści z klasowego życia. Wszyscy zrobili się tacy tajemniczy... To pewnie normalna kolej rzeczy. Ja też w pewnym wieku ,,wzięłam sprawy we własne ręce" i wyprowadziłam się z domu. Czy moja mama też przeżywała, ze jej umykam? Pewnie nie bardzo. Mając na głowie jeszcze trójcę młodych, małżonka i pracę miała ciągłe urwanie głowy. Natomiast dom to dla mnie prawie cały świat... Nawet pracę mam taką bardziej domową...
Wracając do motywu przewodniego wszyscy myśleli, ze najmłodszy to taki maminsynek i nie puści się szybko mamy spódnicy a tu co raz mnie zaskakuje. Ma swoje życie i to nawet dość ciekawe. Dowiaduję się przypadkiem z urywków rozmów, skrywanych zdjęć w necie które po długim czasie wypływają z ukrycia...


1 komentarz:

  1. Teraz to jeszcze dzieci są w domu? To nie dramat, bo mamy ich na oku. Jak się wszyscy wyprowadzą to dopiero będzie! Cisza, głusza i samotność.

    OdpowiedzUsuń