piątek, 27 maja 2016

Prosta (niby) eliminacja

Mam nadzieję na ostatnie w tej serii ,,dziabanie" w truskawkach. Gdyby nie nieoceniona pomoc mojej mamy nadal byłabym w lesie... Dosłownie. w lesie chwastów. Sama sobie tak skubałam  badylsko wśród kwiatuszków i jak zwykle przedobrzyłam! 






Tych cudnych ostróżek zostało już tylko kilka.... Dobrze, że chociaż tyle! Rok temu tak się rozpędziłam, że straciłam moje najpiękniejsze lilie...

3 komentarze:

  1. Darowałam życie truskawkowym chwastom. Ktoś mi podpowiedział, żeby poczekać do ochłody, bo jak teraz zruszę ziemię to korzenie się przesuszą... Może i racja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się zbytnio nie wyrywam do pielenia, ale czasem i mnie doleci. :-(

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie ostróżka tylko orlik, ale tez ładny.

    OdpowiedzUsuń