środa, 14 października 2015

Pływalnia. Lekcja 2.

Wróciłam. Cała i zdrowa. Jestem pełna energii choć troszkę zmęczona. Obawa mnie też zżera, bo trener obiecał ,  ze na następnych zajęciach zabierze mi jeden ,,makaron"...  Może tak spanikować i więcej nie iść?
Małżonek na pewno byłby w siódmym niebie!,
Zawsze wyobrażałam sobie naukę pływania jako jakiś stres, podtapianie się czy wielki wysiłek. Tymczasem dla mnie to fajna zabawa!Wody napiłam się dosłownie - jeden raz! Biorąc pod uwagę to, ze nigdy nie pływałam ani się tego nie uczyłam!
Nawet się nie wstydzę, że nie umiem, ani że gabaryty ponadnormatywne... Na plaży takie ,,wstydki" zabierają połowę przyjemności!
Nawiasem mówiąc z tą wagą to prawda! Na własnej skórze się przekonałam!  Prawo  Archimedesa. Kto chodził do szkoły, ten wie, o co chodzi.
A na zajęciach będę! Właśnie dlatego, że są jakieś strachy i lęki. Tak już mam. Nie poddaję się z byle powodu!
Od dziecka marzyłam o kilku rzeczach, do tej pory nie spełniłam dwu z tych marzeń a jednym z nich jest nauczyć się pływać!

5 komentarzy:

  1. Kochana podziwiam Cię i zazdroszczę Ją też chce: ( !!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czekaj, tylko się zapisz! To dopiero początek, dużo nie straciłaś! Naprawdę jest fajnie! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. To tylko godzinka, może ktoś bliski przejmie obowiązki?

    OdpowiedzUsuń
  4. Trener na basenie to m pracę... Te rozebrane kobitki... :-)

    OdpowiedzUsuń