piątek, 3 lipca 2015

Znoooowu o jedzeniu...

O, mamo, dzisiaj znowu kotlety! Hurra! Taki tekst słyszę od dzieciaków, kiedy oweż pojawią się na talerzach. Cóż, rodzina mięsożerna! Jednak byle jakiej kurzyny obgryzać z gnatka nie będą! Zresztą drób jest na cenzurowanym za wyjątkiem kotletów z piersi. Te mogą jeść codziennie.
Wracając do obiadu chcę Wam zaprezentować moje ostatnie kotlety.Czy ktoś zgadł z czego?



Tak, drobiowe, ale nie z piersi!
Rodzinka jadła, aż im się uszy trzęsły. Żaden się nie domyślił, że to z kurzego mięska z wczorajszego rosołu...

A na piekielne upały mam następną niespodziankę.

Dzbanek zwykłej wody z kilkoma plastrami cytryny i gałązką mięty...Mówię Wam, rewelacja! Podejrzałam kiedyś na szkoleniu, wprowadziłam małe modyfikacje, czyli te gałązki mięty. Pyszne i bez cukru, orzeźwia lepiej niż lepkie świństwa, których nie cierpię. Można schłodzić w lodówce. A wiadomość dla wszystkich estetów - wygląda pięknie!


4 komentarze:

  1. Jak się przygotowuje takie kotlety?

    OdpowiedzUsuń
  2. Drobiowe kotlety - nieco inne
    Mięsko ugotowane pozbawiłam kości, pokroiłam drobno i dodałam przyprawę do drobiu.Po chwili wbiłam jajko ( jak masz więcej mięska to mogą być dwa.)Zagęszczam zazwyczaj bułką tartą albo mąką, gęstość reguluję dolewając mleko. Można dodać cebulkę w kostkę,ale nie za dużo.Przyprawiłam jeszcze tak jak lubię, pieprzem ziołowym i jarzynką.Formowane kotlety panierowałam w bułce tartej ale jest to niekonieczne. Łatwizna,prawda?

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie picie dobre na upał i bez chemii! Dobrze wrzucić parę kostek lodu!

    OdpowiedzUsuń