czwartek, 14 maja 2015

Burza nad rzodkiewką.

Spociłam się jak myszka, zgrzałam etc. no i co? I wywołałam
 burzę. Zanim wróciłam do domu, zlało mnie solidnie. No i nie
 będę musiała się natychmiast kąpać! Deszcz potrzebny,
 jak by powiedziała moja babcia. No jasne że na
 wiosnę potrzebny, ale żeby tak od razu kubeł zimnej wody na głowę?
 A nie mógł sobie poczekać, aż dojdę do domu?
W każdym razie wiosenny deszczyk zwiastuje wzrost.
Nie łudzę się, że warzywka wybujają jak las. Na pewno wyższe
będą badyle. Mam jednak nadzieję, ze na rzodkiewki nie będę
 czekała do sierpnia! Tym bardziej, ze moje szkiełko i oko już
 dojrzało ślady życia na grządkach.  W/w. rzodkiewka ma już
 spore listki, zlokalizowałam marchew i cebulkę a także buraczki!
Ktoś zapyta, czemu ja się tak ekscytuję zwykłym warzywniakiem.
 Jak by nie było - sporo się co roku napracuję. Rok temu
miałam wielkie przeboje, zanim doczekałam się głupiej
 rzodkiewki!
.....no i po burzy. Po pieleniu narazie też.Warto pomyśleć o
obiedzie
Na co macie dzisiaj ochotę?

Ps.
Ogrodniki się spóźniły, dziś nas czeka zimna Zośka! Oby łaskawa...

7 komentarzy:

  1. Zostaw w spokoju te rzodkiewki...dbaj o malinki ;-)) Musisz być przygotowana na mój najazd !

    OdpowiedzUsuń
  2. Na tym etapie malinkom potrzebna męska ręka. Ja wkraczam do akcji, jak się zarumienią! Bez obaw, będzie dla Ciebie i na przetwory starczy, aż się znudzą! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już się nie mogę doczekać, mniam! Wiesz, że u mnie to obowiązkowy punkt programu siostrzanych odwiedzin ;-))

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, gdyby nie maliny, to byś w ogóle do mnie nie zaglądała. O, niedobra!

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja się też wpraszam! :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam, oczywiście! Starczy i dla Ciebie! :-)

    OdpowiedzUsuń