wtorek, 14 kwietnia 2015

W sprawie dyplomatycznych negocjacji

Chciałam dziś zacząć tradycyjnie - od pogody. Ze słoneczko po wczorajszych opadach to miła odmiana. Albo innym tematem zastępczym. Wiadomo, samopoczucie ewentualnie zdrowie. Dziękuję, nie narzekam.  Wyszło jednak inaczej. Junior tak mnie wkurzył.
, że temat posta nasunął się sam.Żeby się nie wgłębiać w szczegóły - niekonwencjonakne podejście młodzieży do obowiązku szkolnego przyprawia mnie o szewską pasję! Zostało ze 2 miesiące nauki, a tu jakaś fobia szkolna. I weź tu wychowuj dzieci bezstresowo! Ciężkie słowa same cisną się na usta i... No i tyle! Wpirzyć (jak mówił mój Dziadzio) się takiemu nie da bo za szybko biega - nie dogonisz człowieku!  A jak się już dorwie takiego gagatka, to Cię tak zablokuje, że ta mordercza szmata kuchenna nie trafi nawet w muchę, co dopiero w delikwenta!
I weź tu kobieto z takim negocjuj!

4 komentarze:

  1. Postrasz ciotką! Chętnie przygarnę na miesiąc... już po tygodniu doceni jak u mamusi było dobrze ;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki! W Tobie ostatnia nadzieja! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zawsze chętnie chodziłam do szkoły, baaa pod koniec ferii raczyłam się nawet nudzić i jęczeć, że chcę do szkoły! :) Co za dziecko! [Dziękuję Małgosiu za polecenie mojego skromnego bloga!]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poleca się to, co dobre a Twój blog jest warty polecenia. O! Przypomne wszystkim ,,Zza wytuszowanych rzęs"
      A co do szkoły, to rzeczywiście - co za dziecko! :-)

      Usuń